TRUDNA SZTUKA WYCHOWANIA DZIECI


          Wyobraź sobie, ze jesteś w pracy. Drzwi do twojego gabinetu otwiera szef i mówi „Pani Aniu/ Panie Grzesiu, proszę na jutro złożyć raport”, po czym zamyka drzwi i odchodzi. Ty wyliczasz setki rzeczy, które masz jeszcze do zrobienia, po czym myślisz „znowu nie dał mi dojść do słowa, tylko polecenia umie wydawać”. W ciągu dnia widzicie się kilkakrotnie i za każdym razem słyszysz o raporcie. Po jakimś piątym przypomnieniu komentujesz w duchu „co on myśli, że za pierwszym razem nie usłyszałam/łem. A na koniec pyta jeszcze „na jutro będę miał ten raport, TAK?”- denerwuje mnie, gdy udaje, że pyta o moje zdanie, przecież wszyscy w firmie wiedzą, że do niego należy ostatnie słowo. Wracasz do domu, a tam mąż/żona znad gazety pyta „Jak było w pracy?”, ty nie masz ochoty rozmawiać, więc lakonicznie odpowiadasz „może być”. Potem pracujesz do rana, śpisz dwie godziny i wreszcie kładziesz raport na biurku szefa. Szef wzywa cię do gabinetu i twierdzi, że „zrobiłaś/eś to dobrze, ale gdybyś poświęcił/a trochę czasu w domu, na pewno byłoby jeszcze lepiej. Gonitwa myśli w twojej głowie przypomina pogoń na torze Stegny „co on sobie myśli, cała noc spędzona nad raportem, nie po raz pierwszy zresztą, znowu brak czasu dla siebie i dla rodziny, a tu taka znieczulica, jak zwykle ALE…” Siedzisz przy biurku i starasz się zająć pracą, na co wchodzi szef i mówi, że nie podoba mu się jednak zakończenie i masz je poprawić, więc pytasz dlaczego i słyszysz tylko słodko wyśpiewane „BO TAK”. Siła argumentacji powalająca, na dodatek zrobił to przy koleżankach i kolegach z działu… Masz dość… 

          Jeden dzień z życia dorosłego. Każdy z nas kiedyś o takim słyszał, był obserwatorem, albo co gorsza doświadczył na własnej skórze. Życie dorosłych to w dzisiejszych czasach praca – dom. Na tej drodze jest często też przedszkole, do którego wpadamy w pośpiechu, zostawiając lub odbierając naszego szkraba. Dla szkraba natomiast życie to mama, tata i przedszkole. Dorośli do pracy, maluchy do przedszkola. I jedni i drudzy pracują. Po przyjściu do domu każdemu potrzebny jest zatem relaks. Niestety czasami jako rodzice stajemy się „korporacyjnymi szefami” dla własnych dzieci. Nie wierzycie, przeczytajcie: 

          Wróciliśmy właśnie do domu. Mama zabrała się za obiad, tata odśnieża podwórko. Ja dumny ze swoich budowlanych wyczynów, wbiegam do pokoju, żeby skończyć konstruowanie wieży z klocków. Do pokoju wchodzi mama i mówi „posprzątaj ten bałagan”. Bałagan? Czy ona nie zauważyła tej konstrukcji? Pewnie nie - myślę sobie. Więc buduję dalej. Biegnę do kuchni i wołam: „mamusiu, mamusiu, zobacz co dla ciebie zrobiłem”. Mama właśnie szuka czegoś w lodówce i mówi „widzę”. „Tato, tato, coś ci pokażę” – próbuję dalej. „Aha” – odpowiada tata który po wyczerpującym odśnieżaniu zajął się gazetą. Więc wracam do pokoju i czekam i ulepszam konstrukcję. Po jakimś czasie wchodzi mama i przypomina „miałeś posprzątać”, po czym zamyka drzwi i wraca do kuchni. Jak tak stoi nade mną to wygląda jak jakiś Guliwer. A poza tym w moim pokoju jest czysto. Idę do kuchni i pytam dlaczego, na co wściekła mama odpowiada mi „BO TAK”. Jest mi przykro i jestem zły. Napracowałem się dla rodziców, a oni nawet nie chcą spojrzeć na moje dzieło. Nawet nie obejrzałem bajki, nie bawiłem się też kolejką. Na to wszystko znowu weszła mama i mówi „umówiliśmy się Stasiu, że posprzątasz”. Nie, to mama się umówiła. Rozpłakałem się i tyle było frajdy z niespodzianki. Mama pocieszała mnie, przytulała i całowała po głowie, ale  i tak byłem na nią zły. „Stasiu, piękna jest ta budowla, ALE przecież miałeś posprzątać”. „A teraz uspokój się i chodź na obiad, tak” - co za pytanie przecież i tak będę musiał go zjeść…”

          Dwie przedstawione przez mnie historie są w gruncie rzeczy identyczne, rozgrywają się tylko w dwóch światach – dorosłych i dzieci. W ten sposób chciałam nakreślić błędy, jakie popełniamy w komunikacji z dzieckiem. 

          Warto zastosować się zatem do poniższych rad:
- Rozmawiaj z dzieckiem. Rozmowa to nie monolog, ani wydawanie poleceń. Mimo, że dziecko ma niewiele lat, to doskonały partner do dyskusji. Wyeliminuj zwroty „bo tak, bo nie, bo ja tak chcę”. „Mamo Kup Mi Loda”– prosi dziecko. Przedyskutujcie to, niech każdy poda 3 swoje argumenty. Podyskutujcie na ten temat, szukając kompromisu. Nie wydawaj polecenia i nie wracaj od razu do obowiązków. Sam też tego nie lubisz. Podczas rozmowy mów do dziecka i zawsze patrz mu w oczy – odłóż gazetę, przerwij na chwilę obieranie ziemniaków, czy oglądanie ulubionego serialu, kucnij obok dziecka, albo usiądźcie razem na kanapie i porozmawiajcie. Poćwicz tembr swojego głosu – spróbuj powiedzieć np. słowo „dwa” ze zdziwieniem, z agresją, pewnością siebie albo przeczytaj ogłoszenie z gazety z radością, z przekonaniem, ze zdziwieniem. Rozmowa z dzieckiem musi mieć zabarwienie emocjonalne, głos ma „mówić” dziecku, że teraz jesteś na niego zły, a teraz zadowolony z tego co robi.
- Nie wydawaj poleceń tonem pytającym. Na zwrot „teraz zjemy obiadek, tak?”, dziecko może odpowiedzieć po prostu nie. A to rodzic ustala w domu plan dnia. „Pójdziemy na spacerek, dobrze?” – mówisz ubierając dziecku buty i kurtkę. Zadajesz pytanie, na które już padła odpowiedź. Kolejne słowo do wyeliminowanie „ALE”. W zdaniu „Świetnie ci poszło, ale Karol zrobił to lepiej.” Twoje dziecko usłyszy tylko „Karol zrobił to lepiej”. Nie zmotywujemy dziecka „chwaląc” je w ten sposób. Brzmi to mniej więcej tak „Jesteś bardzo mądra, ale dziś pleciesz bez sensu”. Powiedzmy świetnie i postawmy kropkę, dając się nacieszyć pochwałą. Po paru minutach, doradźmy, tu można było zrobić tak i tak. Wychowanie dziecka to ogromnie trudny i złożony proces. Każdemu zdarza się popełniać w nim błędy. Starajmy się pracować nad sobą, poszukiwać rozwiązań pamiętając, że błąd popełnia się raz i trzeba się na nim uczyć. Powyższe rady mogą niektórym wydawać się przysłowiowym „zagłaskiwaniem kotka”. Sceptykom polecę zatem spisanie poleceń wydawanych dzieciom w ciągu jednego dnia. Okazać może się wtedy, że wiele z nich było bez sensu. Zachęcam również do doskonalenia umiejętności rodzicielskich.

Literatura:
Faber A., Mazlish E. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby do nas mówiły”.
Sakowska J. „Szkoła dla rodziców i wychowawców”
Zawadzka D. „Moje dziecko”
 
Kinga Kowalik